Dlaczego kochamy książki Agathy Christie i Joe Alexa?
Współczesne kryminały często epatują brutalnością. Krew leje się strumieniami, a psychopaci są przerażający. My wolimy jednak starą szkołę. Filiżankę herbaty (może z arszenikiem?), angielski dworek i zagadkę, którą rozwiązuje się intelektem, a nie pistoletem.
Królowa Agatha
Agatha Christie stworzyła Herkulesa Poirota i pannę Marple. Postaci, które kochamy za ich dziwactwa. Poirot z obsesją na punkcie symetrii, Marple – starsza pani, którą wszyscy lekceważą, a która widzi więcej niż Scotland Yard. "Morderstwo w Orient Expressie" czy "I nie było już nikogo" to absolutne mistrzostwo konstrukcji.
Polski Joe Alex
Maciej Słomczyński, piszący jako Joe Alex, to fenomen PRL-u. Jego kryminały działy się w Anglii (choć autor tam nie mieszkał!), a milicja obywatelska nie istniała. To była ucieczka do świata zachodniego luksusu i elegancji. "Śmierć mówi w moim imieniu" czyta się jednym tchem do dziś.
Co łączy te książki?
Porządek. Na początku jest zbrodnia, która burzy ład świata. Detektyw wkracza, używa rozumu i przywraca porządek. Zło zostaje ukarane. W dzisiejszym chaotycznym świecie, ta pewność, że sprawiedliwość zwycięży, jest niezwykle kojąca.
Polecane na wieczór (przy herbacie):
- "Dwanaście prac Herkulesa" – Agatha Christie.
- "Cichym ścigałam go lotem" – Joe Alex.
- "Całe zdanie nieboszczyka" – Joanna Chmielewska (dla humoru!).